(c) Newseria

J. Steinhoff: Na handlu prawami do emisji CO2 Polska zarobiła w zeszłym roku 25 mld zł. To nie system ETS jest problemem, ale uzależnienie od węgla

Newseria  •  24.01.2022 • @Facebook@Twitter@Linkedin@Pinterest@WhatsApp

- Nie chciałbym, żebyśmy tkwili w przekonaniu, że w Polsce wszystko byłoby idealnie, gdyby nie Unia ze swoją polityką klimatyczno-energetyczną - mówi Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki. Jak podkreśla, opłaty za emisję z systemu ETS, który stał się w ostatnich miesiącach przedmiotem zaciekłej krytyki polityków, trafiają przecież nie do Brukseli, ale do krajów członkowskich. Polski budżet tylko w ubiegłym roku otrzymał z tego tytułu ok. 25 mld zł.

Spółdzielnie energetyczne to korzystna opcja w OZE

Przyczepa samochodowa Neptun N7-263 rtr z burtami 40 cm oraz resorem i amortyzatorem

Proponowane ugody z bankami znajdują akceptację niewielu frankowiczów

- W Polsce często pojawiają się takie populistyczne sygnały, że byłoby dobrze, gdyby tej Unii Europejskiej nie było, gdyby nie było systemu ETS, gdybyśmy nie płacili za emisje CO2. Przypominam, że środki pochodzące z opłat za emisję dwutlenku węgla stanowią dochód polskiego rządu. To rząd dysponuje tymi środkami i powinien je przeznaczać nie na transfery socjalne, ale na wsparcie przeobrażeń w polskiej elektroenergetyce - podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Janusz Steinhoff.

System handlu emisjami ETS to kluczowy element polityki UE na rzecz walki ze zmianami klimatu i podstawowe narzędzie do zmniejszania emisji gazów cieplarnianych. Funkcjonuje od 2005 roku i jest pierwszym na świecie oraz jednym z największych (obok chińskiego) systemem handlu uprawnieniami do emisji CO2. Jak podaje Forum Energii, EU ETS obejmuje ok. 40 proc. emisji dwutlenku węgla, głównie tych pochodzących z elektroenergetyki, ciepłownictwa, przemysłu i lotnictwa. Dzięki niemu w ciągu ostatnich 16 lat udało się znacząco obniżyć emisje w tych sektorach. Innymi słowy: chodzi o nałożenie opłaty za zanieczyszczenie atmosfery tak, aby z czasem zupełnie przestało się to opłacać.

W uproszczeniu system zobowiązuje emitentów - przedsiębiorstwa, firmy energetyczne etc. - do kupowania i umarzania praw do emisji CO2 (w postaci kontraktów terminowych). Uprawnienia są kupowane na rynku z dostępnej puli znanej wszystkim uczestnikom rynku (część Komisja Europejska rozdysponowuje w ramach tzw. puli darmowej). Ta dostępna pula z każdym rokiem maleje, ponieważ system ETS ma doprowadzić do ograniczenia emisji CO2 do atmosfery. Ograniczona podaż podnosi ceny uprawnień.

Co istotne, środki ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 trafiają do budżetu danego państwa i stanowią ich przychód. Zgodnie z unijną dyrektywą ETS przynajmniej połowa tych pieniędzy powinna być przeznaczana na inwestycje sprzyjające redukcji emisji gazów cieplarnianych i system wsparcia dla odbiorców energii.

- A są to środki bardzo duże, które tylko w ubiegłym roku sięgnęły 25 mld zł. To nie są pieniądze, które my wpłacamy do UE i one wpadają do jakiejś czarnej dziury - przypomina ekspert rynku energetycznego.

Według informacji Ministerstwa Klimatu i Środowiska z kwietnia 2020 roku od początku aukcyjnej sprzedaży uprawnień budżet państwa zasiliło ok. 20,5 mld zł. Według danych przytaczanych przez CIRE w całym 2020 roku ta kwota sięgnęła już 12,1 mld zł (ok. 3 proc. polskiego budżetu). Z kolei w ubiegłym - dzięki rekordowym wzrostom cen uprawnień - okazała się dużo wyższa od początkowych założeń Ministerstwa Finansów i sięgnęła 25 mld zł. Łącznie daje to już ok. 57,5 mld zł. 

Resort klimatu i środowiska przyznaje, że bez tych przychodów nie byłoby możliwe finansowanie programów takich jak Mój Prąd ani programów wspierających OZE, niskoemisyjny transport czy poprawę efektywności energetycznej budynków, co z kolei pobudza polską gospodarkę i poprawia jakość środowiska. Co istotne, ministerstwo szacuje, że w kolejnej dekadzie wpływy w ramach EU ETS będą znacznie wyższe i przekroczą nawet 100 mld zł.

- Tym bardziej martwi to, że przedstawiciele polskiego rządu w swoich wypowiedziach często kontestują potrzebę funkcjonowania systemu ETS - mówi Janusz Steinhoff. - Jeżeli umówiliśmy się w Europie, że prowadzimy taką, a nie inną politykę klimatyczną i walczymy z efektem cieplarnianym, to musimy przyjąć skuteczne narzędzia, które będą wspierały przeobrażenia w elektroenergetyce, ciepłownictwie, transporcie czy budownictwie, aby znacząco ograniczyć emisję dwutlenku węgla.

W ocenie polskiego rządu ceny uprawnień do emisji CO2 w systemie ETS, które biją historyczne rekordy, są jednym z głównych czynników odpowiedzialnych za drożejącą energię (obok m.in. niesprzyjających warunków pogodowych, niskiego poziomu zapełnienia magazynów gazu ziemnego, polityki Gazpromu oraz zwiększonego popytu spowodowanego ożywieniem gospodarczym po pandemii). W ostatnich miesiącach system EU ETS stał się przedmiotem ostrej krytyki polskich polityków partii rządzącej, w tym m.in. premiera Mateusza Morawieckiego czy wiceministra klimatu Jacka Ozdoby, który w wywiadzie udzielonym TVP wskazywał, że handel emisjami CO2 stał się narzędziem w rękach spekulantów.

- Odnoszę wrażenie, że cała aktywność przedstawicieli naszego państwa idzie na populistyczne wypowiedzi kierowane do społeczeństwa. Nie chciałbym, żebyśmy tkwili w przekonaniu, że w Polsce wszystko byłoby idealnie, gdyby nie Komisja Europejska, gdyby nie ta Unia ze swoją polityką klimatyczno-energetyczną - mówi były wicepremier i minister gospodarki. - Politykę klimatyczno-energetyczną można doskonalić, ale do tego trzeba przekonać kraje członkowskie, a miejscem do tego typu dywagacji jest Rada Unii Europejskiej. Podzielam pogląd, że trzeba monitorować system ETS i być może trzeba będzie go modyfikować. Natomiast jestem jak najdalej od stwierdzenia, że jest on niepotrzebny.

9 grudnia ub.r. polski Sejm przyjął uchwałę wzywającą państwa UE do zawieszenia handlu emisjami lub wyłączenia Polski z tego systemu do czasu jego reformy. Z kolei na początku stycznia br. minister klimatu i środowiska Anna Moskwa poinformowała, że Polska złożyła do Komisji Europejskiej wniosek o kompleksową reformę systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 w systemie ETS.

- Komisja Europejska i państwa członkowskie na ostatniej Radzie UE zdecydowały, że w najbliższym czasie zostanie przeprowadzona analiza handlu emisjami i może należałoby coś w tym skorygować, jako że tempo wzrostu cen uprawnień do emisji CO2 jest w tej chwili bardzo wysokie. Myślę, że ceny tych uprawnień rosną w tempie, których nie przewidziano nawet przy tworzeniu systemu ETS - mówi Janusz Steinhoff.

Jeszcze w 2014 roku cena uprawnień do emisji CO2 wynosiła około 6 euro za tonę. Na początku ubiegłego roku przekroczyła 50 euro, natomiast w grudniu skoczyła do bezprecedensowego poziomu blisko 90 euro za tonę. Ten wzrost przekłada się na drożejące ceny energii, zwłaszcza w Polsce, gdzie - jak podają analitycy Banku Pekao - uprawnienia do emisji CO2 stanowią blisko 3/4 całkowitego zmiennego kosztu wytworzenia energii (w porównaniu do ok. 1/4 jeszcze w 2016 roku). Były wicepremier wskazuje jednak, że przyczyną drożejącej energii nie jest stricte sam system EU ETS, ale uzależnienie Polski od produkcji energii z węgla. Surowiec ten służy do produkcji 70 proc. energii w naszym kraju. 

- Węgiel kamienny i brunatny jest bardzo emisyjnym nośnikiem energii. W Polsce na 1 MWh emitujemy prawie tonę dwutlenku węgla, która w tej chwili kosztuje mniej więcej 80 euro. Innymi słowy, w Polsce aż 60 proc. kosztów wytworzenia energii elektrycznej z węgla stanowią prawa do emisji CO2 - mówi Janusz Steinhoff. - Polska już wcześniej miała ceny hurtowe energii, które były jednymi z najwyższych w Europie, co wynikało z monokultury węglowej. To rzutuje na konkurencyjność polskiej gospodarki.

Według danych przytaczanych przez resort rozwoju (w ocenie skutków regulacji do planowanej nowelizacji ustawy odległościowej), aby wyprodukować 1 kWh energii elektrycznej w Polsce, trzeba wyemitować ok. 724 g CO2. To aż trzy razy więcej, niż wynosi europejska średnia (226 g). Między innymi dlatego poziom cen energii elektrycznej jest w Polsce najwyższy w UE. Rynkowi eksperci wskazują, że to się nie zmieni, o ile Polska nie przyspieszy transformacji energetycznej i inwestycji w zielone źródła energii.

- Musimy się skoncentrować na przebudowie naszego miksu energetycznego. Nie możemy tworzyć takich ustaw jak ten rząd, który praktycznie całkiem zablokował budowę elektrowni wiatrowych na lądzie. Właściwy kierunek to np. program Mój Prąd, który spowodował, że w instalacjach prosumenckich powstało ponad 3 GW mocy w fotowoltaice. Musimy odejść od energetyki opartej na węglu, przed nami są duże wyzwania dotyczące szczególnie Bełchatowa czy Turowa, ale to będzie bardzo trudna operacja z punktu widzenia społecznego - wymienia ekspert.

Jego zdaniem za koszty transformacji energetyki w pewnym stopniu zapłaci społeczeństwo, ale przyspieszenie inwestycji w OZE pozwoli te koszty zminimalizować.

- Przeobrażenia w elektroenergetyce będą kosztowne. Musimy niesamowicie dużo pieniędzy zainwestować w sieć dystrybucyjną, magazyny energii etc. Dzięki temu powstanie jednak wiele nowych miejsc pracy, unikniemy płacenia kosztów za emisję dwutlenku węgla, a w okresie przejściowym będziemy mieć pieniądze z praw do emisji na wsparcie programów transformacji energetycznej - mówi Janusz Steinhoff. 



BIZNES PRZEMYSŁ CENY ENERGII ELEKTRYCZNEJ KONKURENCYJNOŚĆ PRZEMYSŁU UPRAWNIENIA DO EMISJI CO2 KOMISJA EUROPEJSKA CENY PRĄDU ENERGETYKA WZROST CEN PALIW GAZ ZIEMNY SYSTEM EU ETS HANDEL EMISJAMI ★ Obserwuj Google News ★Najnowsze wiadomości ⥂Treść wypowiedzi:

N: Pojawiła się też propozycja, aby zająć się reformą handlu emisjami, i czy to dobry krok i on pozwoli ograniczyć wzrost cen energii?

Oczywiście, że jeżeli byśmy zmienili całkowicie organizację handlu emisjami, czyli ETS, a są takie głosy populistyczne, bardzo mnie martwi fakt że to przedstawiciele rządu Rzeczpospolitej w ogóle często w swoich wypowiedziach kontestują potrzebę funkcjonowania ETS-u. Jeżeli umówiliśmy się w Europie, że prowadzimy tają a nie inną politykę energetyczną, klimatyczną, walczymy z efektem cieplarnianym, tom jest wyzwanie ludzkości w tej chwili, to musimy przyjąć narzędzia, które byłyby skuteczne i które by wspierały przeobrażania w elektroenergetyce, czyli przeobrażenia szczególnie w tych obszarach elektroenergetyki, ale również ciepłownictwa, ale również transportu i budownictwa, aby ograniczyć znacząco emisję dwutlenku węgla. Jak wiadomo, węgiel – paliwa stałe, węgiel kamienny, węgiel brunatny, to są nośniki energii bardzo emisyjne, my w Polsce emitujemy gdzieś mniej więcej na 1 MWh ponad 900 kg, czyli prawie tonę dwutlenku węgla. Tona dwutlenku węgla, prawa do emisji dwutlenku węgla w tej chwili kosztuje mniej więcej około 80 euro, czyli inaczej mówiąc, 60 proc. prawie kosztów wytworzenia energii elektrycznej, wliczając w ten koszt zarówno koszt nośnika energii, usprzętowienie elektrowni itd. i prawa do emisji, to ten koszt jest bardzo znaczący w Polsce. Ceny energii elektrycznej są wysokie, przed tym kryzysem gazowym, bo teraz to się trochę zachwiało, ponieważ bardzo wysokie ceny gazu doprowadziły z powrotem do zwiększenia poziomu wytwarzania energii elektrycznej z węgla, zarówno w Polsce jak i w Niemczech itd., to wynika z ekonomii. Natomiast generalnie rzecz biorąc Polska miała hurtowe ceny energii elektrycznej jeszcze w tamtym roku, jedne z wyższych w Europie, co wynikało z monokultury węglowej. 75 czy 78 proc. energii produkowanej w naszym kraju to była energia produkowana z węgla kamiennego i węgla brunatnego. I to rzutuje na konkurencyjność polskiej gospodarki, pojawiają się takie populistyczne bardzo często sygnały pochodzące z różnych kręgów, że byłoby dobrze, gdyby nie było tej Unii Europejskiej, gdyby nie było ETS-u, gdybyśmy nie płacili za emisję. Ja przypominam, że środki pochodzące z opłat za emisję dwutlenku węgla stanowią dochód rządu polskiego, to rząd polski dysponuje tymi środkami, to rząd polski powinien przeznaczać te środki nie transfery socjalne, tylko na wsparcie przeobrażeń w polskiej elektroenergetyce. To są bardzo duże środki, bo w tamtym roku to było około 24-25 mld zł. To nie są pieniądze, które my wpłacamy do Unii Europejskiej, które gdzieś tam wpadają do czarnej dziury, to są środki, dzięki którym możemy wspierać transformację polskiej elektroenergetyki.

N: Właśnie, pojawia się też taki argument, że ten handel emisjami jest wykorzystywany przez spekulantów, czy to prawda?

Ja mam w takiej materii takie ambiwalentne dość odczucia, ale Komisja Europejska i państwa członkowskie na ostatniej Radzie Europejskiej zdecydowały, że dokonana zostanie w najbliższym czasie analiza tego obszaru, jakim jest handel emisjami i może należałoby coś w tym skorygować, jako że tempo wzrostu cen uprawnień do emisji CO2 jest w tej chwili bardzo wysokie. Jak sądzę, one rosną w tempie, których nie przewidziano przy tworzeniu systemu ETS.

N: Premier Morawiecki zaproponował, że należy zmniejszyć presję wywieraną przez rezerwę stabilności rynkowej na podaż uprawnień do emisji, co Pan premier o tym myśli?

Myślę, że rolą premiera Morawieckiego jest przekonywanie naszych partnerów z Unii do pomysłów rządu Rzeczpospolitej Polskiej. Natomiast ja odnoszę wrażenie, że cała aktywność przedstawicieli naszego państwa idzie na populistyczne wypowiedzi do naszego społeczeństwa kierowane i nie chciałbym absolutnie, żebyśmy tkwili w takim przekonaniu, że w Polsce byłoby wszystko w tej materii idealnie, gdyby nie Komisja Europejska, gdyby nie ta Unia z tą polityką klimatyczno-energetyczną itd. Politykę klimatyczno-energetyczną można doskonalić, ale do tego trzeba przekonać kraje członkowskie. Miejscem do tego typu dywagacji jest Rada Unii Europejskiej, bo to ona decyduje o takich czy innych sprawach. Ja podzielam te poglądy, że trzeba się bardzo specyficznie i konsekwentnie przypatrywać systemowi ETS, że może trzeba go będzie modyfikować. Natomiast jestem jak najdalej od stwierdzenia, że system ETS jest niepotrzebny. My raczej jako państwo polskie musimy się skoncentrować na, po pierwsze, przebudowie naszego miksu energetycznego, nie możemy tworzyć takich ustaw, jakie stworzył ten rząd blokując całkowicie praktycznie budowę elektrowni wiatrowych na lądzie, oczywiście musimy wspierać tak jak ma to miejsce do tej pory, tutaj pochwała rządu, program „Nasz Prąd” doprowadził do tego, że w instalacjach prosumenckich powstało ponad 3 GW mocy w fotowoltaice. To jest właściwy kierunek. Musimy odejść od energetyki opartej na węglu i przed nami są wielkie wyzwania, szczególnie dotyczące Bełchatowa, ale docelowo również Turowa, musimy odejść od produkcji energii elektrycznej z węgla brunatnego, zresztą kończą nam się odkrywki w Bełchatowie, a to będzie bardzo trudna operacja z punktu widzenia społecznego. Nie tak dawno jeszcze przecież zaczęliśmy budowę jako państwo elektrownię w Ostrołęce, którą w tej chwili rozbieramy, elektrownie węglową, na pewno Państwo pamiętacie również dyskusje o budowie dwóch bloków w elektrowni Opole, jeszcze w czasach rządu poprzedniej koalicji. Wówczas prezes PGE nie chciał budować tych bloków i zapłacił swoją dymisją za ten sprzeciw, wybudowano te bloki. Wtedy już należało zdecydowanie hamować w inwestycjach związanych z budową nowych mocy produkcyjnych na węglu kamiennym, wtedy trzeba było już po pierwsze przyspieszyć program budowy elektrowni atomowej, natomiast zmarnowaliśmy na własne życzenie kilkanaście lat. I te kilkanaście lat musimy nadrobić. Ja nie potrafię sobie odpowiedzieć na/ pytanie, dlaczego przymiarka czy dyskusja o budowie elektrowni atomowej w Polsce trwała 15 lat.

Jeżeli chodzi o koszt tej transformacji, to niewątpliwie zapłacą za tę transformację również obywatele naszego kraju, na to nie ma rady, natomiast chodzi o to, żeby zminimalizować te koszty. W tej chwili koszt wytwarzania energii elektrycznej w klasycznych węglowych elektrowniach jest bardzo wysoki, o czym wspomniałem, ze względu na bardzo wysokie koszty emisji dwutlenku węgla. Jeżeli będziemy przechodzić np. na energetykę wiatrową na lądzie, to jest najtańsza w tej chwili energia, bardziej powszechnie powstaną farmy wiatrowe, powstaną docelowo w ciągu 5 lat farmy wiatrowe na morzu, czyli offshore, polska strefa ekonomiczna Bałtyku daje możliwość zainstalowania tam mocy gdzieś zbliżonych do 10, czy 12, czy nawet 20 w najlepszych układach, gigawatów. Tak że to są możliwości, natomiast nie oszukujmy się, przeobrażenia w elektroenergetyce będą kosztowne, bo przecież żeby na szeroką skalę promować instalacje prosumenckie, musimy niesamowicie dużo pieniędzy zainwestować w sieć dystrybucyjną energii elektrycznej, w sieć przesyłową, w magazyny energii. To są wszystko oczywiście działania bardzo rozległe, ale dzięki temu powstanie dużo miejsc pracy, dzięki temu unikniemy płacenia kosztów emisji za dwutlenek węgla i będziemy mieli w tym okresie przejściowym pieniądze pochodzące z praw do emisji na wspieranie programów transformacji energetycznej.★ Obserwuj Google News ★Najnowsze wiadomości ⥂

Odkurzacze Samochodowe polecane hity na styczeń 2022 w sklepach internetowych (e-commerce)

Żele polecane hity na styczeń 2022 w sklepach internetowych (e-commerce)

Tabletki, Kapsułki Do Zmywarek polecane hity na styczeń 2022 w sklepach internetowych (e-commerce)

Inne Sztućce polecane hity na styczeń 2022 w sklepach internetowych (e-commerce)

Line polecane hity na styczeń 2022 w sklepach internetowych (e-commerce)

J polecane hity na styczeń 2022 w sklepach internetowych (e-commerce)



Informacje publikowane w serwisie informacyjnym mobo.blog nie są rekomendacjami finansowymi oraz nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Publikowane na stronach serwisu informacje nie stanowią oferty.



© 2022 mobo.blog • info@mobo.blog
mobo •••